Minimalizm – nowy (prawidłowy) sposób na życie?

Nowe trendy, moda, konieczność posiadania za wszelką cenę. Człowiek lubi to, co modne – lubi być „na topie”. Tym rządzi się świat konsumpcji, w którym żyjemy. Tylko czy faktycznie potrzebujemy tego wszystkiego? Czy ilość posiadanych ubrań w szafie, biżuterii, samochodów sprawi, że staniemy się ideałami?

Kiedyś uważało się, że każdy człowiek jest indywidualną jednostką – podstawowe wartości, jakich potrzebuje, są do siebie zbliżone, ale ponadto potrzebuje także czegoś, co będzie go wyróżniało od całej społeczności. Zauważyliście, że w ostatnich latach jest to jakby… rzadsze zjawisko? Rynek skierowany jest w stronę „mas” – zupełnie, jak w komunizmie: nie liczy się człowiek (obywatel), ale społeczeństwo obywatelskie, liczy się lud. Wiem, że to skrajne porównanie, ale idzie to w podobną stronę, więc tak zaczęłam to postrzegać. Jesteśmy mamieni kolejnymi reklamami, które czasem chociaż są ładne, to wpływają na sterowanie naszymi mózgami. Wiecie, że sprzedawcy, politycy, biznesmeni uczeni są sztuki manipulacji, gestykulacji, tekstów wypowiedzi i każdy ich ruch jest w pełni zaplanowany tylko po to, by nas do czegoś zmusić? Myślicie, że Was to nie dotyczy… naprawdę?

Wszystko to wpływa na fakt, że chcemy mieć i posiadać jak najwięcej. Skoro moja sąsiadka ma nową pralkę klasy A++++… to dlaczego mam być gorsza? Tak, niczego nie wniesie to do domowych oszczędności, stara pralka jest jeszcze dobra. Ale ona ma, ja też muszę. Prestiż. Tylko czy powoli nie zamienia się on w paranoję? Czy używasz wszystkich rzeczy, które posiadasz?

Jestem kobietą. Nie ukrywam, że jak każda kobieta lubię kupować ubrania, buty i torebki. Mam czasem taki dzień, że nowa bluzka poprawia mi humor – przyznaję się do tego bez problemu. Tylko od pewnego momentu staram się nie robić tego zbyt często. Wypełniona po brzegi szafa wcale nie sprawi, że na dłuższą metę będę czuła się lepiej. Tym bardziej, jeżeli w portfelu będę miała pustki, a w szafie ubrania z metkami, które po chwili mi się przestaną podobać i nawet nie będę mogła ich zwrócić. Od pewnego czasu kupię bardzo rozważnie. Staram się powoli wymieniać swoją szafę na klasyczne ubrania, które modne będą zawsze. Ponadto wybieram takie modele, które pasują do siebie w różnych połączeniach. Stawiam na jakość. Czy nie lepiej czulibyście się, wiedząc, że zawsze wyglądacie dobrze, a nie tylko wtedy, kiedy z głębi szafy wyciągnięcie jeden ulubiony żakiet?

Zakupy w markecie. Jesteście głodni albo naoglądaliście się reklam i do koszyka pakujecie wszystko, co tylko możliwe. Ok – wykorzystacie wszystko? Czy znowu połowa pójdzie w kosz? To są wasze pieniądze, które możecie ulokować lepiej. Banał – w innych krajach małe dzieci głodują, bo ich rodzice nie mają nawet złotówki na jedzenie. Owszem, nie możesz im pomóc bezpośrednio, ale uważaj na to, co robisz.

Kolejna lokówka, prostownica, czy inny gadżet? Może warto zainwestować raz w porządniejszy sprzęt, który ma kilka funkcji – zajmie mniej miejsca przy przechowywaniu, będzie trwalszy i jakość wykonywanych czynności, którą osiągasz będzie znacznie wyższa.

Nie chciałabym żebyście zrozumieli mnie źle. Nie mówię o staniu się pustelnikiem, rezygnacji ze swoich pasji, pragnień, przyjemności. Absolutnie! Czasem mniej znaczy więcej. Ktoś kiedyś powiedział, że człowieka „nie stać na tanie rzeczy”. Starajcie się stawiać ja jakość. Jakość produktów, ale i całego waszego życia.

Pewnie znajdzie się ktoś, kto powie, że minimalizm, do którego przekonuję to także trend. Owszem, stał się ostatnio bardziej widoczny. Jednak świadome przyjęcie takiej postawy, postawienie na swoje prawdziwe pragnienia, na jakość swojego życia wydaje mi się ważna. Co więcej, odniosę się także do naszego funkcjonowania wewnętrznego. Minimalizm to nie tylko pozbycie się rzeczy z otoczenia. To także kwestia odpoczynku dla nas samych. Macie czasem wrażenie, że musicie być wszędzie i za wszystko odpowiadacie? Ktoś coś zrobi źle, a to Wy obarczacie się winą? Tu także możecie zastosować zasadę minimalizmu – tylko to level hard, do którego ja jeszcze nie doszłam, ale staram się nad tym pracować. Często problemem mogą być toksyczni ludzie, którzy was otaczają. Pewne relacje nie mają prawa bytu i jeżeli polegają na wykorzystywaniu was, to może warto je zakończyć.

W ostatecznym rozrachunku – róbcie to, co przynosi dla was dobro. Starajcie się żyć w zgodzie z własnym „ja”, nie pomijając swojego otoczenia, ale i nie stawiając go na pierwszym miejscu. Zmieniajcie się, jeżeli poczujecie taką potrzebę. To nasze kształtowanie się może trwać całe życie, a i to nie gwarantuje nam pełnego sukcesu – jednak warto próbować, zawsze.

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami. Stawiacie na minimalizm? Wprowadzacie w swoje życie jakieś rewolucje?

Z wykształcenia kulturoznawca – menedżer kultury i ...masażystka. Zawodowo specjalista ds. marketingu i social media, a w niedługiej przyszłości także pedagog. Uważa, że człowiek uczy się przez całe życie, dlatego stale podejmuje nowe wyzwania i łączy ze sobą na pozór dziwne pasje. Lubi książki, koncerty i eventy plenerowe. Wielka miłośniczka podróży, niepoprawna optymistka i nowoczesna żona.

19 Comments Posted

  1. Oj tak zgadzam się ze wszystkim.
    Ja staram się skupić na tym, żeby każda rzecz którą posiadam sprawiała mi radość, jeżeli mi jej nie sprawia to znaczy, że jej nie potrzebuje i ze spokojem i radością mogę się jej pozbyć 🙂

    • Dokładnie! Można mieć tysiące rzeczy, które są nam całkowicie niepotrzebne – i na co nam to wszystko? A można mieć jedną, która sprawia, że jesteśmy mega szczęśliwi 🙂 Powoli i małymi krokami ale wprowadzam tą filozofię w życie.
      Pozdrawiam!

  2. Zakupy w markecie – to czasami chęć odreagowania stresu po cięzkim dniu pracy, wiem coś na ten te,at, bo pracując z kobietami, które marzą o zgrabnej sylwetce, zawsze ten temat się pojawia. Jeśli wiemy co chcemy, mamy jasno sprecyzowany cel i plan zakupów, to wtedy nie ma ochoty i potrzeby, aby ładować do koszyka niepotrzebne rzeczy. Tyczy się to zarówno zakupów produktów żywieniowych jak i sukienek czy spodni, butów itp.

    • Dokładnie! Poza tym często można się złapać na takim zachowaniu, że podoba mi się coś droższego, lepszego.. ale nie stać mnie na to więc kupuję częściej mniej wartościowe rzeczy za grosze. Sumując kwota wychodzi podoba a my mamy zagracony dom.

  3. Minimalizm stał się mi bliski po nawróceniu. Odkryłam, że wiara chrześcijańska w jakiś sposób uczy życia w minimalizmie. U mnie to nie moda, ale styl życia. Najzwyczajniej w świecie wolę mieć mniej ubrań, a zbędne oddać dla ubogich. Wolę jeść zdrowo, organicznie, ale w mniejszych ilościach. Robię zakupy tylko raz w tygodniu, ze skrupulatną lista zakupów. W domu mamy mało rzeczy, bo to jest też praktyczne. Sprzątanie zajmuje mało czasu, bo nie trzeba ścierać kurzu z wielu niepotrzebnych przedmiotów. Przede wszystkim żyję w poczuciu szczęścia i nie potrzebuję nowych rzeczy 😀 Chyba, że już coś się zużyje całkowicie i nie da się zreperować.

    A tak szczerze to nie znoszę zakupów i całkowicie nie rozumiem, jak tak głośne miejsca handlowe typu galeria, targi, centra handlowe, mogą w jakikolwiek sposób pomóc ze stresem! Jako trenerka rozwoju osobistego, coach i mentor, pracuję z ludźmi w obrębie stresu i zwracam uwagę na to, że pocieszenie w postaci kupienia kolejnej rzeczy jest pułapką. Owszem, przez pięć minut jest poczucie szczęścia, ale zbudowane bardzo pozornie.

    Dziękuję za ten wpis i popieram Cię! Minimalizm jest dobry, przynosi wiele porządku w życie i warto go stosować. Uczy też otwierania się na innych ludzi i pomaga w budowaniu relacji. Minimaliści są mniej konfliktowi i w większości przypadków bezproblemowi. 🙂

    • Powiem szczerze, że tłok w galeriach też ostatnio odrzuca mnie od jakichkolwiek zakupów. Człowiek faktycznie zauważa wagę rzeczy jeżeli ma ich mało – w chaosie ciężko się odnaleźć 🙂

  4. Dla mnie minimalizm był wyjściem ze zbyt chaotycznego świata konsumpcjonizmu, doszłam do granicy, że moja szafa pękała w szwach, miałam tak dużo rzeczy, że stały się bezwartościowe. Minimalizm nadaje wartość rzeczom ważnym i odbiera ją tym, którymi nie powinniśmy się zajmować.

  5. Ja staram się kupować to, co jest mi potrzebne:) Wiadomo – czasem też zdarzają się „zakupowe szaleństwa” 🙂 Nie jestem jednocześnie wyznawcą minimalizmu, nie idę za trendem. Po prostu zastanawiam się czy kolejna rzecz jest mi faktycznie potrzeba i na co przeznaczyć pieniądze 🙂

  6. Już od jakiegoś czasu staram się rozróżniać, czy czegoś chcę, czy potrzebuję. Nadmiar rzeczy mnie przytłacza tak samo jak nadmiar obowiązków czy spraw do załatwienia. Im mniej rzeczy mam, tym mniej o nich myślę, tym więcej mam czasu i przestrzeni na przyjemne rzeczy.

  7. Chyba jestem minimalistką z urodzenia, jeśli chodzi o rzeczy materialne 🙂 Nie lubię gromadzić przedmiotów, za to lubię gromadzić doświadczenia. Nie wymieniam czegoś na lepsze, jeśli stare jeszcze działa. Nie lubię zakupów na zapas – bo potem zajmują miejsce. Nie kupuję czegoś, co już mam (tylko inne). Do jednego się jednak przyznam: czasami kupię buty, które mi się bardzo, „strasznie” podobają, choć wiem, że założę je raz na rok i to tylko na 5 minut – bo nie da się w nich chodzić 🙂

    • Podejście do rzeczy materialne super – sama chciałabym u siebie wypracować podobne! 🙂 A z tymi butami to mam podobnie – muszę się przyznać, że mam nawet takie buty, których nie ubrałam ani raz ale kupiłam bo są ładne (to trochę straszne) 🙂

  8. Szczerze powiedziawszy chyba nigdy nie należałam do osób, które maniakalnie czuły potrzebę „posiadania” obojętnie czy to ma być nowa pralka czy tylko nowy wypasiony długopis. Jestem z tych co woli gromadzić te starsze, z historią przedmioty – i tu jak najbardziej wykluczyć można minimalizm. 😀 Uwielbiam je gromadzić, zbierać i obdarowywać je nowym tchnieniem, życiem.

    • To piękne – nie dość, że otaczasz się cudownymi przedmiotami, które mają duszę to w jakiś sposób gromadzisz dzięki nim wspomnienia i historię 🙂

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Nie mam się w co ubrać! | Krzykliwa Maruda

Zostaw komentarz

Twòj adres email nie będzie opublikowany.


*


Facebook User Timeline

Close